Jesteś tutaj

Przemysław Wiaderny - TOMY

5 Grudzień 2014

Przemysław Wiaderny to pasjonat i znawca zabawek. Swoją przygodę w tym sektorze rozpoczął dwanaście lat temu i jak sam podkreśla, praca ta daje mu nie tylko ogromną radość, ale też satysfakcję z dawania dzieciom mądrych i bezpiecznych produktów. Prywatnie miłośnik starego dobrego rocka i klasyki polskiego kina.

Anna Wakulak: Pracuje Pan w segmencie zabawkarskim już dobrych kilkanaście lat. Co takiego wyjątkowego jest w tej branży? Czego nauczył się Pan na różnych etapach swojej kariery zawodowej?

Przemysław Wiaderny: - Ta branża pochłania bez reszty, bo w głębi duszy każdy chciałby być dzieckiem, a zabawki to nieodłączny atrybut takich marzeń. Produkując i sprzedając zabawki, realizujemy dziecięce marzenia – trzeba być szczęściarzem, aby móc to robić. A czego się nauczyłem? Długo można by wymieniać… Do branży zabawkarskiej trafiłem tak naprawdę przypadkiem. Po studiach szukałem pracy jako przedstawiciel handlowy, ponieważ lubiłem kontakt z ludźmi. I tak to się zaczęło około dwunastu lat temu... Moja ścieżka wiodła przez FHH Impuls, Brio, Mattel i wreszcie Tomy. Każda kolejna firma i stanowisko dostarczały mi nowej wiedzy. Podobnie zresztą jak teraz - ciągle się uczę i odkrywam nowe aspekty pracy w tym sektorze.

Lubi Pan wyzwania. Nie boi się Pan ciężkiej pracy. Jest Pan profesjonalistą, bo zna się Pan nie tylko na samej zabawce, potrzebach klientów, ale poznał Pan też specyfikę handlu u źródeł. Czy ta wiedza pozwala Panu łatwiej planować, podejmować kluczowe decyzje?
- Oczywiście, że jest mi łatwiej, kiedy wiem, jak działa wszystko od początku do końca, od kreacji produktu po jego sprzedaż. To bardzo złożony proces, nad którym nikt się nie zastanawia, biorąc do ręki produkt z półki sklepowej. Jedyną niewiadomą są gusta naszych konsumentów. I choć staramy się kreować trendy zakupowe przez aktywny marketing, to jednak zdarza się, że bywamy zaskakiwani ich wyborami. To specyficzna branża, którą trzeba lubić i starać się ją zrozumieć.

Otwarcie i uruchomienie polskiego oddziału firmy to trudny proces. Pan dokonał tego w ciągu kilku miesięcy. Zabawki z logo Tomy są już na półkach wielu sklepów tradycyjnych i sieciowych, takich jak Smyk czy Toys”R”Us. W czym tkwi tajemnica tego wielkiego przedsięwzięcia?
- Tu nie ma żadnej tajemnicy, to efekt ciężkiej pracy wielu osób - zarówno z naszej strony, jak i naszych partnerów handlowych, którym należą się wielkie podziękowania za zaufanie, jakim nas obdarzyli, oraz za ich zaangażowanie. Zaczęliśmy od współpracy z firmami M&Z, Euro-Trade i Skipwish, a następnie dołączyli wspomniani Smyk i Toys”R”Us. W 2015 roku liczymy na dalsze rozszerzenie dystrybucji, co będzie pewnie wynikiem naszych tegorocznych osiągnięć.

Czy jest coś, co spędza Panu sen z powiek? Mam tu na myśli problemy związane z branżą zabawkarską, prowadzeniem przedsiębiorstwa...
- Każdy, kto pracuje w tej branży, uzależniony jest od wyborów dokonywanych przez klienta ostatecznego. Co roku mamy do czynienia z zabawkami, które są swoistymi ikonami rynku - i te niezmiennie będą się sprzedawać na określonym poziomie. Mamy też ogromną część nowości - te z kolei zależne są od chwilowej mody, wsparcia i nowych trendów. Doświadczenie nauczyło mnie, że obie grupy, zwłaszcza gdy oferowane są pod znanymi markami, rozpoznawalnymi na rynku, narażone są na kopiowanie, czyli produkcję podróbek. Uważam, że to jeden z największych problemów branży zabawkarskiej. Pozostałe staramy się rozwiązywać na bieżąco.

Jaka jest Pana wizja firmy?
- Tomy to międzynarodowa korporacja, zatem moja wizja musi być spójna również z kierunkiem, w jakim firma zamierza się rozwijać. Oczywiście mamy tu pewną swobodę, ale mimo wszystko opieramy się na schematach, które musimy dostosować do polskich realiów. Jeśli chodzi o funkcjonowanie, to planujemy skoncentrowanie się na rynku tradycyjnym i specjalistycznym. Jak na razie przynosi nam to bardzo dobre efekty. Mamy komfort wyboru linii dla Polski spośród bogatego portfolio, dzięki czemu w przyszłym roku możliwe będzie dopasowanie oferty również do potrzeb mass marketu. Musimy nadążać za trendami i nowymi sposobami dotarcia do naszych klientów ze wsparciem produktowym. Mam wyjątkowy zespół świetnych specjalistów, który wspiera się niezależnie od zadań i pracuje zgodnie z tymi standardami. To ludzie znający branżę na wylot i tak naprawdę to dzięki nim tak dobrze udało nam się wystartować. Simon Taylor – head of the business Eastern Europe and Russia, Urszula Barwicka – marketing manager Tomy Polska, Ania Mierzejewska – sales and marketing associate, Jacek Jakowicz – key account manager... Łącznie mamy ponad 66 lat zaangażowania i doświadczenia w branży [śmiech].

Z jakich osiągnięć jest Pan najbardziej dumny?
- Rzeczywiście jest kilka projektów, które darzę szczególnym sentymentem. Nie tylko ze względu na efekt końcowy, ale z uwagi na ludzi, z którymi je realizowałem. Bez nich wiele z nich nie ujrzałoby pewnie światła dziennego, a realizacja innych odbyłaby się w okrojonym zakresie. Poza tym podobnie jak w każdej branży, również w tej każdy rok handlowy zakończony sukcesem to szczególne osiągnięcie, z którego należy się cieszyć. Mam nadzieję, że po ośmiu wspaniałych latach w Mattel Poland kolejne spędzę równie udanie, budując wraz z zespołem oddział Tomy w Polsce.

Które zabawki z portfolio Tomy są Pana ulubionymi?
- Mam kilka typów. Firma istnieje na rynku od 90 lat i w tym czasie wypracowała mnóstwo ciekawych linii i produktów. Wiele z nich to zabawki interaktywne, które potrafią rozbawić nawet największego ponuraka – to linia Tomy do kąpieli czy śpiewające i tańczące zabawki z serii Kubuś Puchatek. Z kolei Lamaze to linia wymarzona dla najmłodszych od pierwszego dnia życia. Niesamowita kolorystyka i funkcyjność, po prostu „Stworzone z miłości”. Nie sposób też nie wspomnieć o produktach ze Stacyjkowa – dzieci uwielbiają pociągi, jest w nich coś magicznego. Sam pamiętam wyjazdy na parady parowozów do Wolsztyna... Dziś przecieramy z synem oczy ze zdumienia, kiedy docierają do nas informacje o nowym pociągu w Japonii pędzącym z pasażerami 500 km/h. Wreszcie nasz cichy bohater, czyli linia Farma – wzornictwo, funkcjonalność, realizm produktów i jakość wykonania, a wszystko pod znanymi na całym świecie markami: John Deere, Case, New Holland, JCB, Iveco... Portfolio Tomy to ponad dwa tysiące produktów, zatem jak wśród nich wybrać jeden… [śmiech].

Proszę nam opowiedzieć jakąś zabawną sytuację związaną z Pańską pracą...

- Pamiętam, jak jeden z dużych klientów poczęstował mnie kiedyś podczas pierwszego spotkania herbatą, a w cukiernicy był cukier zmieszany z solą, czego nie zauważyłem. Oczywiście „posłodziłem” sobie herbatę… Dzisiaj śmiejemy się z kupcami z tego zdarzenia, a ja znam wyjątkowy smak posolonej herbaty… Poza tym codzienna praca dostarcza wielu wesołych sytuacji, co zawdzięczamy świetnej atmosferze, jaka panuje w naszym zespole.

Czy od czasu, kiedy został Pan ojcem, pracuje się Panu inaczej? Własne dzieci weryfikują podejście do handlu zabawkami?
- W pewnym sensie tak, to moja czwarta firma z branży zabawek, w której pracuję. Kiedy masz dziecko, chcąc nie chcąc, stajesz się testerem wielu produktów, w tym wszelkich nowości - zarówno z grupy własnych produktów, jak i wyrobów innych firm. Magiczny czas to ten, kiedy odbywa się coroczna emisja nowego katalogu produktowego na kolejny rok. To moment pierwszej recenzji mojego najwierniejszego konsumenta - syna. Poza tym w tej branży trudno też samemu wyrosnąć z zabawy i testowania produktów...

Czy na swojej drodze zawodowej spotkał Pan mentora?
- Oczywiście, że tak - i to kilku. Człowiek uczy się całe życie, a ja miałem też dużo szczęścia do przełożonych i osób, z którymi współpracowałem. Każdemu należą się podziękowania, bo w dużej mierze dzięki nim jestem dzisiaj w tym miejscu.

Ulubiony film, muzyka, książka...

- Lubię klasykę polskiej komedii. Ile razy oglądam „Vabank”, tyle razy świetnie się bawię. Muzyka - staram się być na bieżąco, ale to niemożliwe. Pojawiają się style, które nie do końca mi odpowiadają, więc pozostaję wierny gigantom rocka - zarówno polskiego, jak i zagranicznego, np. Pink Floyd, Queen, Budka Suflera, Perfect. Książka... hm… przyznam, że ostatnio mało mam czasu na lekturę, ale w wolnej chwili z przyjemnością sięgam po książki Dana Browna.

Co chciałby Pan jeszcze zrobić w tym roku?
- Mam kilka pomysłów, ale przede wszystkim chciałbym dobrze zakończyć ten rok startowy. Mieć poczucie, że zarówno nasi główni partnerzy handlowi, jak i ich odbiorcy są zadowoleni ze współpracy i z wyników, jakie osiągnęli.

Proszę dokończyć zdania...

Wolne chwile najchętniej spędzam… z rodziną.
Mam słabość do… dobrego jedzenia.
Moje mocne strony to… zaangażowanie w prowadzone projekty.
Mam takie marzenie… w ciągu dwóch lat znaleźć się w top 10 firm zabawkowych w Polsce według raportu NPD.
Najbardziej irytuje mnie… wzajemny brak szacunku ludzi oraz ich pracy.
Cieszę się, gdy… ludzie osiągają sukcesy i mogę komuś w czymś pomóc.
Moje postanowienie noworoczne to… nie chcę zapeszać, to moja tajemnica.
Za kilka lat Tomy… w top 5 firm zabawkarskich w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wakulak

Rate this article: 
Średnia: 2 (3 głosy)